Afera w Urzędzie Miejskim w Trzebnicy: zaliczki, fałszywe faktury i tuszowanie śladów

Do sądu wpłynęły pierwsze akty oskarżenia w głośnej sprawie wyprowadzania publicznych pieniędzy z trzebnickiego magistratu. Śledztwo ujawniło wieloletni proceder, w który zamieszane były byłe już urzędniczki Urzędu Miejskiego oraz lokalny przedsiębiorca.

Screenshot

Prosty, a jednocześnie bezczelny schemat przestępstwa

Mechanizm działania był zaskakująco prosty i powtarzalny przez dłuższy czas. Urzędniczki pobierały z kasy urzędu duże zaliczki gotówkowe, które następnie rozliczane były fakturami wystawianymi przez zaprzyjaźnionych przedsiębiorców. Problem w tym, że w większości przypadków faktury dokumentowały transakcje, które nigdy nie miały miejsca.

Chodziło zarówno o fikcyjne zakupy sprzętu AGD który fizycznie nigdy nie trafił do urzędu, jak i o usługi, które pozostały wyłącznie na papierze. Pieniądze znikały, a dokumentacja wyglądała na pierwszy rzut oka poprawnie.

Panika po wejściu policji i dostawa sprzętu „na gwałt”

Wszystko zaczęło się sypać w momencie, gdy do sprawy wkroczyła policja kryminalna. Gdy urzędniczki zorientowały się, że kontrola faktycznego posiadania sprzętu jest już tylko kwestią godzin, wpadły w panikę.

Z aktu oskarżenia wynika, że w pośpiechu zaczęto załatwiać i dowozić sprzęt AGD do miejsc, w których wkrótce miała pojawić się policja. Celem było stworzenie pozorów, że zakupiony wcześniej sprzęt rzeczywiście istnieje i znajduje się w posiadaniu urzędu.

Szokujący jest też fakt dotyczący tak zwanej operacji „ratunkowej” i próby zatuszowania nieprawidłowości. Jak wynika z materiału dowodowego – sprzęt AGD dostarczyła osoba będąca radnym gminy z ugrupowania burmistrza „Skuteczni dla rozwoju”.

Kluczowy świadek i zarzuty korupcyjne

Sprawa nabrała jeszcze poważniejszego wymiaru po przesłuchaniach jednej z głównych uczestniczek procederu. Była naczelniczka Wydziału Organizacyjnego przyznała się do winy i ujawniła śledczym znacznie więcej, niż początkowo zakładano.

W zeznaniach pojawiły się okoliczności wskazujące na popełnienie przestępstwa z art. 228 § 1 Kodeksu karnego, czyli przyjmowanie korzyści majątkowej w związku z pełnieniem funkcji publicznej. Grozi za to kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat.

Pytania, na które nadal nie ma odpowiedzi

Najtrudniej zrozumieć, jak tak rozległy i trwający latami proceder mógł przez długi czas umykać uwadze osób odpowiedzialnych za kontrolę wydatków i zatwierdzanie zaliczek.

Top